Polscy prokuratorzy postawili Romanowi Ż., byłemu partnerowi biznesowemu zaginionego założyciela BitBay, Sylwestra Suszka, dwa zarzuty, gdy śledztwo w sprawie Zondacrypto wykracza poza 3600 skarg klientów.
Podsumowanie
- Roman Ż. jest co najmniej piątą osobą oskarżoną w śledztwie dotyczącym Zondacrypto.
- Jeden zarzut dotyczy domniemanego oszustwa, a prokuratorzy nie ujawnili drugiego przestępstwa.
- Klienci ponoszą szacunkowe straty w wysokości co najmniej 350 milionów złotych, czyli około 94 milionów dolarów.
- Sąd zdecyduje, czy Ż. pozostanie w areszcie podczas śledztwa.
Podejrzany w sprawie Zondacrypto stoi w obliczu dwóch zarzutów
Według raportu opublikowanego w poniedziałek, Roman Ż. został zatrzymany w sobotę w regionie Śląska w Polsce, zanim został przewieziony do oddziału Prokuratury Krajowej w Katowicach na przesłuchanie.
Prokuratorzy postawili mu dwa zarzuty, w tym oszustwo, według jego adwokata, Błażeja Gazdy. Władze nie opisały publicznie drugiego zarzutu ani nie przedstawiły szczegółowego opisu dowodów potwierdzających którykolwiek z zarzutów.
Ż. zaprzeczył zarzutom i złożył śledczym obszerne wyjaśnienia, powiedział Gazda. Jego adwokat opisał go jako byłego partnera biznesowego Suszka, który pomagał zarządzać BitBay, zanim giełda zmieniła nazwę na Zonda w 2021 roku.
Podczas przeszukań w miejscu zatrzymania i pod adresem zameldowania Ż. funkcjonariusze zabezpieczyli wartościowe zegarki i dokumenty związane z działalnością Zondacrypto. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości i katowicka policja wzięły udział w operacji, według Prokuratury Krajowej.
Prokuratorzy zarządzili zatrzymanie po tym, jak dowiedzieli się, że Ż. planował podróż do Chin, co uznali za podstawę ryzyka ucieczki. Gazda powiedział, że planowana podróż była podróżą służbową, a jego klient miał bilet powrotny na 13 września.
Polscy prokuratorzy zamierzają wnioskować o tymczasowy areszt w trakcie trwania śledztwa. Sąd musi zdecydować, czy dowody i wskazane ryzyko ucieczki uzasadniają pozostawienie Ż. w areszcie.
Straty giełdy szacowane są na 94 miliony dolarów
Założona przez Suszka w 2014 roku, BitBay rozwinęła się w jedną z najbardziej znanych giełd kryptowalut w Polsce, zanim przyjęła nazwę Zondacrypto w 2021 roku. Platforma zgłaszała ponad 1 milion zarejestrowanych użytkowników w czasie rebrandingu.
Problemy stały się publiczne na początku 2026 roku, gdy klienci zaczęli zgłaszać opóźnione lub zablokowane wypłaty. Zondacrypto przyznała się do opóźnień w płatnościach dotykających niektórych użytkowników pod koniec lutego i zawiesiła depozyty Bitcoin 17 marca, powołując się na zmienność rynku.
Giełda wstrzymała handel w kwietniu, a jej strona internetowa przestała działać 23 kwietnia. Dostępne trackery rynkowe później nie wykazywały żadnych aktywnych par handlowych Zondacrypto ani zgłaszanego wolumenu obrotu, a token ZND powiązany z firmą stracił prawie całą swoją wartość.
Jak wcześniej informowało crypto.news, prokuratorzy oszacowali straty klientów na ponad 350 milionów złotych, co odpowiada około 94 milionom dolarów według zgłoszonego kursu wymiany. Kwota ta jest znacznie wyższa niż 35 milionów złotych podawanych w niektórych wczesnych relacjach z tej sprawy.
Polskie władze wszczęły śledztwo w kwietniu w sprawie podejrzenia oszustwa na dużą skalę i prania pieniędzy. Do czerwca prokuratorzy otrzymali ponad 3600 skarg od klientów, którzy twierdzili, że nie mogą odzyskać środków przechowywanych na platformie.
Śledczy zamrozili 4 miliony euro przechowywane na jednym koncie bankowym, według doniesień lokalnych mediów. Władze zabezpieczyły również ponad 100 milionów złotych w aktywach, które mogłyby potencjalnie wspierać roszczenia odszkodowawcze, chociaż nie ogłoszono żadnego procesu spłaty ani ostatecznego podziału.
Estoński Wydział Wywiadu Finansowego początkowo ograniczył licencję BB Trade Estonia OÜ, podmiotu prawnego stojącego za giełdą, uniemożliwiając mu przyjmowanie nowych aktywów klientów. Wcześniejszy raport mówił, że regulator cofnął licencję operacyjną spółki 29 czerwca po wcześniejszym zawieszeniu.
Zaginięcie Suszka jest częścią śledztwa
Suszek zniknął 10 marca 2022 roku po podróży na spotkanie w Czeladzi w Polsce. Odszedł ze stanowiska kierowniczego przed upadkiem Zondacrypto, ale władze nadal badają okoliczności powstania BitBay i jego wczesnej działalności.
W sierpniu prokuratorzy połączyli śledztwo karne w sprawie Zondacrypto z dochodzeniem w sprawie zaginięcia Suszka. Władze stwierdziły, że informacje o zarządzaniu BitBay, własności i działalności finansowej mogą pomóc śledczym ustalić, co stało się z jego założycielem.
Rodzina Suszka podobno otrzymała wiadomości, w których twierdzono, że został porwany, a osoby odpowiedzialne żądały zapłaty w Bitcoinach. Publicznie dostępne informacje nie potwierdziły, czy wiadomości były autentyczne, a żaden sąd nie ustalił, co się z nim stało.
Roman Ż. jest co najmniej piątą osobą, która usłyszała zarzuty po połączeniu dwóch śledztw przez prokuratorów. Jego wcześniejsze powiązania biznesowe z Suszkiem i zgłaszana rola w zarządzaniu BitBay umieszczają jego działalność w okresie obecnie badanym przez śledczych.
W odrębnej sprawie z 2019 roku prokuratorzy oskarżyli Ż. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i pranie 28 milionów złotych za pośrednictwem kont BitBay, według polskiego portalu Interia. Zarzut dotyczy odrębnego postępowania i nie został przedstawiony jako dowód w sprawie Zondacrypto.
Pozostali podejrzani w sprawie Zondacrypto pozostają w śledztwie
Zatrzymanie Ż. nastąpiło po serii aresztowań osób rzekomo związanych z giełdą. Policja zatrzymała w poprzednim tygodniu inwestora giełdowego Rafała Z., Jaromirę W. i Annę P., a sąd później zgodził się na ich dalsze zatrzymanie. Wszyscy troje zaprzeczyli zarzutom, według lokalnych doniesień.
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz również został oskarżony o płatną protekcję i faworyzowanie jednej grupy wierzycieli Zondacrypto kosztem innych, gdy giełda zbliżała się do niewypłacalności.
Sierpniowy raport o Piesiewiczu mówił, że śledczy badali, czy otrzymał wcześniejsze informacje, które pozwoliły mu wycofać całą inwestycję, podczas gdy inni klienci nie mogli uzyskać dostępu do swoich środków. Piesiewicz zaprzeczył otrzymaniu preferencyjnego traktowania i określił siebie jako ofiarę platformy.
Drugi zarzut wobec Piesiewicza dotyczy twierdzenia, że zaoferował wykorzystanie swoich kontaktów, aby pomóc Zondacrypto rozwiązać problemy z polskim Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Śledczy zbadali również zegarek Patek Philippe o wartości 40 000 euro, rzekomo zakupiony przez byłego szefa Zondacrypto Przemysława Krala przed spotkaniem z Piesiewiczem w Monako.
Ani Piesiewicz, ani Roman Ż. nie zostali skazani w postępowaniu dotyczącym Zondacrypto. Ich status prawny pozostaje statusem podejrzanych, podczas gdy prokuratorzy zbierają dowody, a sądy rozpatrują wnioski o tymczasowe aresztowanie.
Polskie przepisy dotyczące kryptowalut pozostają sporne
Sprawa wpisała się w polską debatę nad tym, jak kraj powinien stosować unijne rozporządzenie w sprawie rynków kryptoaktywów (MiCA). Proponowane ustawodawstwo krajowe uczyniłoby polski organ nadzoru finansowego, znany jako KNF, krajowym nadzorcą firm kryptowalutowych.
4 września polska izba niższa zabrakło 25 głosów do odrzucenia trzeciego weta prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy. Głosowanie nad ustawą kryptowalutową w Polsce zakończyło się wynikiem 241 posłów za odrzuceniem weta, 198 przeciw i 3 wstrzymującymi się, poniżej wymaganych 266 głosów.
Premier Donald Tusk odwołał się do zeznań ze śledztwa w sprawie Zondacrypto, wzywając ustawodawców do poparcia ustawy. Nawrocki powiedział, że popiera przepisy przeciwko oszustwom i przestępczości finansowej, ale uważa propozycję rządu za zbyt restrykcyjną dla legalnych firm kryptowalutowych.
Dla użytkowników w USA polska sprawa karna i spór licencyjny nie zmieniają dostępu do amerykańskich giełd, spotowych funduszy ETF na kryptowaluty ani innych regulowanych w USA produktów inwestycyjnych. Postępowanie dotyczy rzekomych działań związanych z giełdą prowadzoną przez Polaków, zarejestrowaną w Estonii, oraz działań egzekucyjnych podjętych przez władze europejskie.
MiCA już obowiązuje w całej Unii Europejskiej, a krajowe organy regulacyjne odpowiadają za licencjonowanie, nadzór i egzekwowanie. Okres przejściowy zakończył się 1 lipca, pozostawiając firmy bez autoryzacji podlegające ograniczeniom usług lub uporządkowanemu zamknięciu.






